Dzisiaj jest piątek 14 grudnia 2018 r. imieniny Alfreda, Izydora, Zoriny
Spis treści
Z Gminy | Z urzędów | Z terenu
Szansa dla przedsiębiorców
Z sesji Rady Gminy
S-7 coraz dalej od Babic
Pośpiech wskazany - aby dostać pieniądze na inwestycje
Drodzy Czytelnicy! Pamiętajmy o Janie Pawle II
Co mi w duszy gra - rozmowa z prof. Szymonem Kawallą
Pierwsza Komunia Święta - o uroczystości w Bliznem i Babicach
Królowa pelargonia - warto mieć ją na balkonie
Bezpieczna gmina
Odurzają się przed cmentarzem?
Co się dzieje w policji
Kultura | Oświata | Sport
Niech się święci 3 Maja - obchody Święta Narodowego w Koczargach
My Europie - Europa nam - Dzień Europejski w Borzęcinie
Aktorem być... nigdy nie zawadzi - kolejny udany teatr rodziców
Żyjmy zdrowo na sportowo - mamy w gminie ścieżkę zdrowia
Awans szczypiornistów z Borzęcina
Mistrzostwa Międzypowiatowe w piłce nożnej
Gminny Konkurs Ortograficzny rozstrzygnięty
Dzień Ziemi w Starych Babicach
Trzecie spotkanie chórzystów
Do pobrania
gazeta w wersji pdf
Kontakt

 

Adres redakcji:
05-082 Stare Babice, ul. Rynek 32,
tel. 22 722-92-08, 604-881-527

Redaktor naczelny:
Marcin Łada,
Sekretarz redakcji:
Karolina Gwarek
e-mail: redakcja.babice@gmail.com

Wydawca:
Gminna Biblioteka Publiczna
w Starych Babicach,
05-082 Stare Babice; ul. Polna 40
tel. 22 722 92 77
e-mail: bibbab@interia.pl

NUMER KONTA WYDAWCY:
WBS o/Stare Babice
37 8015 0004 3015 0734 2030 0001


Zapraszamy do ogłaszania się na łamach Gazety Babickiej
Wszystkie uzyskane środki z reklam wspomagają budżet Gminnej Biblioteki i są wykorzystywane do uzupełniania księgozbioru i audiobooków.

 

 

Gazeta Babicka 05/2005

Co mi w duszy gra...

Szymon Kawalla jest światowej sławy dyrygentem. Jak sam mówi, zamiłowanie do muzyki odziedziczył w genach. Już 400 lat temu w jego rodzinie pojawił się pierwszy muzyk, więzy krwi łączą go również z rodziną Fryderyka Chopina. Maestro przyjaĽnił się z Janem Pawłem II i koncertował dla wielu koronowanych głów. Jako profesor Akademii Muzycznej w Warszawie prowadzi klasę dyrygentury symfoniczno - operowej. Pracuje też na uczelni w Kielcach. Ponadto prowadzi orkiestrę Symfonia Mazowia oraz chór muzyki cerkiewnej, który być może znany jest naszym Czytelnikom, ponieważ występował w ub.r. w kościele w Babicach. A od niedawna Profesor mieszka w naszej gminie...

- Jak Pan trafił do Bliznego?
- Moje kontakty z gminą sięgają lat 60-tych. Bywałem tu, gdy jeszcze w miejscu dzisiejszego pięknego osiedla Groty rozciągały się pola. W Bliznem mieszkała bowiem babcia mojej żony, Stanisława Kuty Zdziesińska, do której często przyjeżdżaliśmy, aby odetchnąć świeżym powietrzem. Byłem zauroczony pięknem okolic i myślałem o osiedleniu się właśnie tutaj. W międzyczasie dostaliśmy jednak mieszkanie w Warszawie. Ale widocznie pisane mi było życie w babickiej gminie, bo po latach powróciłem w te strony. Rodzina żony mieszka w Bliznem od blisko stu lat. Co ciekawe, moi teściowie - Alina i Wiesław Kiepuszewscy również poznali się w Bliznem. Jest to dla mnie szczególne miejsce, do którego mam emocjonalny, może sentymentalny stosunek.
- Co skłoniło Pana do poświęcenia się muzyce?
-Zażartuję, że nie miałem wyjścia. Wywodzę się z rodziny o bardzo bogatych tradycjach muzycznych. Już ponad 400 lat temu w rodzinie mojego ojca, który pochodzi z Wenecji, pojawił się pierwszy muzyk. Rodzina mamy jest spokrewniona z rodziną Fryderyka Chopina. Matka tego wielkiego pianisty przyjeżdżała bardzo często z młodym Fryderykiem do mojego prapradziadka, do majątku Stara Błotnica. Jest tam przepiękne sanktuarium maryjne, gdzie Chopin grywał na organach. Tradycja muzyczna w rodzinie mamy liczy zatem ok. 200 lat. Zamiłowanie do muzyki odziedziczyłem więc w genach. Gdy miałem trzy lata zdecydowałem, że będę dyrygentem. Pierwszy koncert poprowadziłem jako siedmiolatek. Od tamtego czasu poprowadziłem setki koncertów, dyrygowałem milionami muzyków. Największy zespół, jakim przyszło mi kierować przez 6 lat to była nieistniejąca już orkiestra i chór Polskiego Radia i Telewizji w Krakowie. Należała ona do najlepszych zespołów oratoryjnych w Europie. Przy wystawianiu oper neoromantycznych, werystycznych, orkiestra liczy ok. 300 osób. Potrafię również grać m.in. na skrzypcach, fortepianie i organach, ale najpełniej realizuję się jako dyrygent.
Muzyka jest moją pasją i całym życiem. Moja córka Joanna jest koncertującą skrzypaczką, obecnie profesorem na Uniwersytecie w Kuwejcie. Jest też mieszkanką Bliznego.
- Który z koncertów najbardziej zapadł Panu w pamięć?
-Nigdy nie zapomnę koncertu z 31 grudnia 1981r., który zagraliśmy dla Jana Pawła II. Po występie spotkaliśmy się z Ojcem Świętym. Był bardzo przejęty sytuacją w Polsce, gdzie trwał stan wojenny. Papież nie wiedział, co się dzieje w ojczyĽnie. Nie docierały do niego żadne informacje. Nikt z nas też nic nie wiedział, bo stan wojenny zastał nas podczas turnee po Europie. Jan Paweł II ogromnie się cieszył z obecności polskiej orkiestry. Jak powiedział, nasz koncert przyniósł mu nadzieję. Poprzez nas jednoczył się z ojczyzną i składał życzenia świąteczne i noworoczne rodakom. Niezwykle wzruszający był moment, kiedy moja żona Hanna dała Ojcu Świętemu opłatek. To był jedyny opłatek jaki otrzymał i niejako symbol polskości, przecież tylko w Polsce jest zwyczaj dzielenia się opłatkiem. To spotkanie zrobiło na nas wszystkich wielkie wrażenie. Potem jeszcze dwukrotnie miałem okazję występować dla Papieża. Był to wielki koncert w 1987 r. w Watykanie oraz w 1997r. w Krakowie podczas uroczystości związanych z kanonizacją królowej Jadwigi. Z tej okazji dla papieża została specjalnie nagrana płyta kompaktowa z utworami o królowej Jadwidze, które wykonała dyrygowana przeze mnie orkiestra i chór Filharmonii Świętokrzyskiej w Kielcach. Wyprodukowano 6 egzemplarzy tej płyty.
- Czy to było Pańskie pierwsze spotkanie z Janem Pawłem II?
- Moje związki z Ojcem Świętym trwały przez długie lata i były naprawdę bliskie. Człowiek ten odcisnął cudowne piętno na moim życiu. Codziennie, nawet teraz po jego śmierci, odczuwam tę bliskość. Do tej pory przechowujemy opłatki poświęcone przez Jana Pawła II, które nam corocznie przysyłał. Zachowaliśmy też wszystkie listy i kartki ze świątecznymi życzeniami. Są one swoistymi relikwiami. Przed Wielkanocą dostałem jeszcze bardzo ciepłe i piękne podziękowania od abp. Dziwisza za przesłane do Watykanu zdjęcia. List własnoręcznie podpisał Jan Paweł II, na dwa dni przed śmiercią.
Z Karolem Wojtyłą przyjaĽniłem się od dziecka. Poznałem go w Krakowie, gdzie mieszkałem z rodzicami. Karola wychowywali przyjaciele moich rodziców, często się zatem widywaliśmy, bawiliśmy czy wyjeżdżaliśmy na narty. Zapamiętałem go jako człowieka o niezwykłej charyzmie, cieple i dobroci. Tymi cechami wszystkich sobie zjednywał, lgnęły do niego dzieci. Był też niesamowicie wrażliwy na drugiego człowieka.
Pamiętam pewne niezwykłe zdarzenie związane z moim bierzmowaniem, którego udzielał mi biskup Wojtyła. Podczas Mszy Świętej podchodził do każdego z kandydatów do bierzmowania i zadawał jakieś pytanie. Gdy zbliżał się do mnie, zrobiłem krok do tyłu. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego. Może byłem zmęczony. W tym dniu wróciłem póĽno w nocy z zajęć w Warszawie. Biskup tylko spojrzał i przeszedł dalej. A przecież znaliśmy się prywatnie. Kilkanaście lat póĽniej stało się coś niebywałego, a jednocześnie wiele mówiącego o Papieżu. Podczas spotkania w 1981 r. Jan Paweł II zapytał mnie „niech mi pan powie, wtedy podczas bierzmowania, dlaczego Pan się tak cofnął?". Pamiętał taki drobiazg.
- Przed jakimi osobistościami Pan występował?
- Największą i najdostojniejszą osobą, dla której miałem zaszczyt prowadzić trzy koncerty był oczywiście Jan Paweł II. Poza tym występowałem przed parą królewską Hiszpanii, kilka razy przed królową Zofią. Graliśmy też dla królowej Elżbiety II. Miałem okazję być na spotkaniu z nią i siedzieć obok Margareth Thatcher. Obydwie damy nie są tak oschłe i nieprzystępne jak to się zwykło mówić i jaki wizerunek przedstawiają media. Dwa razy występowałem przed królową belgijską Fabiolą. Podczas koncertu w Hawanie, na widowni zasiadał Fidel Castro - dyktator wychowany w klasztorze jezuitów. Gościem międzynarodowego festiwalu w Belgradzie był Joseph Broz Tito. Podczas występu naszej orkiestry zasłabła dyrygentka i musiałem poprowadzić koncert. PóĽniej zostałem przedstawiony wodzowi. Byłem wtedy jeszcze uczniem liceum w Krakowie. Grywaliśmy także przed wieloma prezydentami.
- Podobno był Pan ostatnio w Korei Pd?
Och, jeżdżę tam od 11 lat. W ub.r. byłem w tym kraju czterokrotnie. Uczestniczyłem np. w międzynarodowej imprezie z okazji otwarcia w Tegu (trzecie co do wielkości miasto Korei, półtora raza większe od Warszawy) budynku operowego. Mój przyjaciel jest tam dyrektorem i to na jego prośbę w paĽdzierniku otwierałem festiwal operą „Tosca" a kończyłem w grudniu „Otellem". Kilka dni temu również wróciłem z Korei. To nie był zaplanowany wyjazd. Uległem błaganiom i poprowadziłem operę „Rigoletto" w Pusan. Na przygotowanie partytury miałem zaledwie 10 dni, ale wszystko się udało. Co ciekawe, dyrygowałem tam narodową orkiestrą Ukrainy, do tej pory zawsze były to koreańskie zespoły.
- Który z poznanych krajów szczególnie Pana zzafascynował?
- Każdy kraj jest piękny i wart zobaczenia, ale mnie najbliższa stała się właśnie Korea Pd. Byłem tam ok. 50 razy i poznałem bardzo dobrze jej kulturę, tradycje i obyczaje. Nauczyłem się też trochę języka. W Korei jest wiele pięknych, historycznych miejsc, jak np. stare buddyjskie miasto Kwangdżu, które jest tym dla Koreańczy ków, czym dla nas Kraków z Wawelem. Duże wrażenie robi tam wielka grota z figurką Buddy. Według mnie Korea jest cudem. Państwo to powstało przecież w 1951 roku. Podczas wojny zrównana z ziemią, potrafiła się podnieść i tak rozwinąć, że osiągnęła wyższy poziom techniki niż USA.
Koreańczycy bardzo dbają o korzenie, tradycję i religię narodową. A jednocześnie są niezwykle otwarci i łatwo przyswajają kulturę europejską. Chociaż Korea Pd. jest wielkości woj. mazowieckiego i łódzkiego, ma 120 organizacji operowych, Polska - 4. W telewizji publicznej są kanały, które pokazują tylko filmy o historii i kulturze Korei.
- Czy jakieś zabawne sytuacje z wyjazdów zapadły Panu w pamięć?
- Podczas tylu lat nazbierało się wiele wspomnień i ciekawych przeżyć. W swoich podróżach dotarłem również na Kubę. To były lata 80 - te. Panowała tam i nadal panuje straszna bieda. Niczego nie można dostać, bo w sklepach nic nie ma. Jeżeli ktoś potrzebuje buty, musi otrzymać kartkę, oddać stare i dopiero kupić nowe. Z przyjacielem postanowiliśmy wtedy pójść na deser do najlepszej lodziarni w Hawanie. Lody tam były rewelacyjne. Najpierw odstaliśmy 2 godziny w kolejce. Ludzie przed nami kupowali po jednej gałce, bo na więcej nie było ich stać. Gdy przyszła nasza kolej, sprzedający zapytał jakie chcemy lody. Odpowiedzieliśmy, że wszystkie rodzaje. Lodziarz zareagował natychmiast - chciał wzywać policję, bo myślał, że to prowokacja. A my tylko chcieliśmy posmakować rarytasów. Następnego dnia zmieniono nam „opiekuna", widocznie uznano, że poprzedni nie potrafił nami „właściwie" kierować.
- Był Pan w tylu miejscach na świecie, a jak się mieszka w gminie Stare Babice?
- Bardzo dużo podróżuję po świecie i powrót do domu jest dla mnie prawdziwym wytchnieniem. Po miesiącach nieobecności dostrzegam, jak gmina zmienia się na lepsze.
Duże wrażenie wywarła na mnie przede wszystkim troska i dbałość o estetykę domów, ogródków czy całych obejść. Gmina ma też piękną historię, która liczy kilkaset lat. Już przed wiekami musiała mieć rangę, skoro pisał o niej Sienkiewicz. A lasy Puszczy Kampinoskiej stały się kolebką partyzantki polskiej. Czuję się zaszczycony, że przyszło mi żyć w miejscu tak naznaczonym historią. To jest bardzo ważne, aby pamiętać i kultywować przeszłość, bo z niej wywodzi się nasza tożsamość. Staramy się też uczestniczyć w życiu gminy. Dwa razy byłem na sierpniowym festynie w Lipkowie, który od dwóch lat odbywa się w Zielonkach. W ub.r. musiałem wyjechać do Korei i na festynie bawiła się tylko żona.
- Jakie ma Pan plany na najbliższą przyszłość?
- Jestem w trakcie podpisywania kontraktu na wyjazd orkiestry Symfonia Mazowia i chóru muzyki cerkiewnej do Belgii w styczniu 2006r. Tym razem zaprezentujemy nie muzykę prawosławną, ale klasyczną europejską. Będziemy otwierać Rok Mozartowski w Brukseli mszą koronacyjną. Jest to wielki międzynarodowy festiwal, na którym jako jedyni będziemy reprezentować Polskę. Na tej imprezie zaprezentujemy także operę Mozarta „Cosi fan tutte", następnie trzy galowe koncerty operowe i słynne Requiem.

Przy okazji wywiadu z Szymonem Kawallą zapytaliśmy tego światowej sławy dyrygenta, co sądzi o muzykalności Polaków.
- Polacy jak każdy inny naród są bardzo wrażliwi na muzykę, jednak z szacunkiem i umiejętnością jej słuchania nie jest najlepiej. Błąd został popełniony wtedy, gdy rodziła się demokracja i zaprzestano pracy nad wychowaniem narodu. Gdy upadał komunizm i ówczesna władza straciła kontrolę nad sobą i państwem, straciła również szacunek dla siebie. I wtedy Polacy, pozostawieni sami sobie, zachłysnęli się tym, co niedobre.
Muzyka, której słucha młodzież na koncertach wyzwala często złe instynkty, budzi agresję. Ale młodzi ludzie są wrażliwi na dźwięki. Trzeba tylko chcieć i potrafić im wskazać te pięknie brzmienia. Młodzież wspaniale słucha, gdy prezentuje się dobrą muzykę, opowiada o niej.
Niedopuszczalne są koncerty, na których młodzież bierze narkotyki, wszczyna bójki czy nawet zabija pod wpływem złej kultury. To jest tragedia całej Europy, która bierze się stąd, że w krajach o wspaniałej przeszłości i tradycjach kultury króluje płytka moda z USA i wypiera to, co wartościowe. Ameryka ma 150 lat tradycji muzycznej, Polska ponad 1000 i to chyba powinno wystarczyć. To z bogactw kulturalnych Europy powinny czerpać Stany Zjednoczone, nie odwrotnie.

Aneta Kołaczyńska





ostatnia aktualizacja - 25.01.2014;    webmaster     Stronę od 20.06.2004 odwiedzono - razy